sobota, 22 października 2016

Powrót do domu

Black Rose dowiedziała się od matki, którędy trzeba iść, żeby trafić na tereny Orhideiclanu. Oczywiście nie dokładnie, ale pamiętała, jak podobno wyglądały charakterystyczne elementy tamtego terytorium. Wiedziała, że będzie tęsknić za matką, ale to jej nie powstrzymało przed wyruszeniem w tamtym kierunku. Pewnego dnia to się stało. Pożegnała się i poszła. Na początku wędrówki udało jej się upolować ptaka, więc była najedzona i silna. Szła, szła i szła. Mijały dni, a ona ciągle obawiała się, że idzie w złym kierunku. Ale nie zawracała. Musiała ciągle szukać schronienia, wody i polować. Nie poddawała się. Kiedy przechodziła przez jakieś miasteczko ludzi, zdarzyło się nawet, że musiała walczyć z grupą kotów, które ją zaatakowały, bo ,,weszła na ich teren". Na szczęście po pokonaniu jednego z nich udało jej się uciec. I wędrowała dalej. Nie wiedziała już, ile to trwa dni, ale ciągle sobie powtarzała, że tam dotrze. I to się stało. Zaczęła rozpoznawać to, o czym opowiadała jej matka. Charakterystyczne rzeczy z terenów Orhideiclanu. Na pyszczku Black Rose pojawił się lekki uśmiech. Miała ochotę biec, ale była zbyt zmęczona. Zobaczyła jezioro, o którym dużo słyszała. Napiła się wody i poczuła ulgę. Czuła, że nie ma siły na robienie czegokolwiek więcej. Położyła się pod jakimś dużym drzewem i po chwili zasnęła. Obudziła  się po południu, czyli spała kilka godzin. Ziewnęła, po czym wstała i zabrała się za polowanie. Chwilę zajęło jej szukanie czegokolwiek, co mogłaby złapać, ale wreszcie poczuła i zobaczyła wiewiórkę. Zaczęła skradać się w jej kierunku. Zwierzątko nie miało pojęcia o niebezpieczeństwie. Kiedy była wystarczająco blisko, skoczyła. Złapała wiewiórkę, przytrzymała pazurami i ugryzła. Gdy stwierdziła, że zwierzątko nie żyje, zabrała je i położyła obok jakiegoś drzewa, żeby nie być zbyt widoczną, po czym zaczęła jeść.
Po posiłku chwilę odpoczywała. Obserwowała wszystko wokół i uśmiechała się lekko, zadowolona z tego, że teraz to jej tereny. Następnie poszła poznawać te tereny i zaznaczać je chociaż trochę swoim zapachem. Nie było tu żadnych kotów, które kiedyś należały do Orhideiclanu. Nie było nikogo. Kiedy skończyła, poszła na pewną polanę i usiadła na skale. Rozmyślała o tym, że być może wkrótce pojawią się tu pierwsze koty, które przyjmie do Orhideiclanu. Ten będzie silny, tak jak był kiedyś. A ona będzie przywódczynią. Nagle ktoś jej przerwał...

(Rozmowa z opowiadania Rohgira)

Czyżby już przybył tu pierwszy członek Orhideiclanu? Do tego podobno był tu zastępcą... Ciekawe. Kotka nadal patrzyła na zachód słońca, przez chwilę się nie odzywając.
- Słyszałam, że Ochigo był dobrym przywódcą, a Orhideiclan był silny. Mam nadzieję, że wkrótce znów taki będzie. - odezwała się wreszcie. Wiedziała, że sama nie poradzi sobie w byciu kimś ważniejszym. Potrzebuje pomocy.
- Byłeś tu zastępcą, tak? - miauknęła.
- Tak. - odpowiedział.
- Wiem, że długo sama sobie nie poradzę, jeśli Orhiclan miałby być silny. W zimie będzie ciężko. W takim razie... czy zostaniesz zastępcą Orhideiclanu, po raz drugi? - spojrzała na kocura. Oczywiście nie musiał się zgadzać, w końcu Black Rose mogłaby znaleźć kogoś innego do zajęcia tej rangi, ale miała nadzieję, że Rohgir się zgodzi.

piątek, 21 października 2016

Stare dobre czasy

 Minął rok. Rok od czasu, kiedy Orhideiclan się rozpadł. Co po nim pozostało? Cóż... w zasadzie nic. Tylko pamięć. A wiadomo jak to u niego z pamięcią. Trzeba więc coś z tym zrobić. Bo jak można przecież zapomnieć o Orhiclanie? Trzeba będzie temu zaradzić.
 Kocur obudził się koło południa wylegując się na gałęzi wielkiego, starego drzewa. To był dzień, w którym miał on zamiar odświeżyć swoją pamięć. Kiedy w końcu dotarło to do niego, podniósł się ociężale, rozciągnął, po czym skierował ślepia w dół. Odwrócił się i zaczął schodzić z drzewa. Kiedy znalazł się już na dole, rozejrzał się ospale. Szukał kierunku w którym zmierzał przed snem. Kiedy w końcu przypomniał sobie w którą stronę szedł, powolnym krokiem, skierował się w stronę terenów Orhiclanu. Maszerował już dobre parę dni. Po rozpadzie oddalił się sporo od terenów dawnego klanu. Teraz musiał to przeboleć. W drodze zastanawiał się nad posiłkiem, jednak nie był jeszcze dostatecznie głodny, więc odpuścił sobie polowanie. Jednak gdyby coś przykuło jego uwagę na pewno mógłby spróbować swoich sił.
 Kolejna jesień ukazała się jego oczom. Różnokolorowe liście opadały z drzew tworząc ściółkę. Słońce przedostawało się ledwie spomiędzy koron drzew, jednak potęgowało ono złotą kolorystykę jesieni. Dookoła biegało mnóstwo wiewiórek. Przygotowywały się one na zimę. Już wkrótce życie miało stać się o wiele trudniejsze. Był to jeden z ostatnich, ciepłych dni tego roku. Stawało się coraz chłodniej, deszcz padał coraz częściej a pożywienia było coraz mniej. Był to trudny okres dla leśnych stworzeń.
 Czas mijał powoli, a kiedy tak rozmyślał nad klanem, jesienią i całą tą sytuacją powoli zaczynał odczuwać głód. Postanowił od więc oderwać się na chwilę od podróży i poszukać jedzenia. Niemal pół godziny zajęło mu upolowanie marnej myszy, jednak to mu wystarczało. Szybko wziął się za jedzenie, po czym znów odnalazł kierunek i udał się w dalszą podróż.
 Kiedy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, kot rozpoznał starą, dobrą polanę, na której niegdyś tak często przebywał. Nagle do jego głowy zaczęły napływać hurtem wspomnienia, niczym to słynne życie przelatujące przed oczami. Kocur uśmiechnął się mimowolnie. Poczuł melancholię w sercu. Nie pamiętał, kiedy czuł się tak dobrze. Przymknął on na chwilę oczy i odetchnął pełną piersią.
 To tu.
 Otworzył znów oczy i nagle jego oczom ukazało się coś, czego się nie spodziewał. Na skale znajdującej się na wprost niego siedziała czarna postać. Nie do końca wiedział co o tym myśleć. Zamarł na chwilę, jednak zaraz potem poczuł, że te tereny nie mogą zostać zamieszkane przez byle kogo. Przemierzył szybko gęstą trawę, jednak w połowie drogi owa postać przyuważyła go. Była to czarna, smukła kotka o bladozielonych oczach. Wpatrywała się w niego niego lekceważąco, aczkolwiek w środku zapewne była nieco spłoszona.
 -To tereny Orhiclanu! Nie masz prawa tu przebywać. - parsknął kocur wciąż nie zwalniając tempa.
 -Słucham...? Jestem liderem Orhiclanu, to chyba jednak upoważnia mnie do przebywania na tych terenach. - kotka była wyraźnie zszokowana, jednak nic nie było w stanie równać się zdezorientowaniu Rohgira. Zamarł on wręcz. Stał bez ruchu już tylko metr od kotki. Patrzył on na nią jak na ducha, a ona na niego jak na szaleńca.
 -Co powiedziałaś...?
 -To co słyszałeś. Nie masz prawa mówić mi co mam tu robić. - Rohgir miał wrażenie, że zaraz całkowicie straci siły i upadnie na ziemię. Mało tego; ledwo powstrzymywał łzy, jednak nie miał pojęcia co mają one wspólnego z całą tą sytuacją.
 -Liderem?
 -Nie rozumiem o co ci chodzi... Chyba że...
 -Kto oddał ci to stanowisko?
 -Mój dziadek był niegdyś liderem klanu który zamieszkiwał to miejsce.
 -Jak miał na imię?
 -Ochigo. - kot zastanowił się chwilę. Po chwili jednak zaczął przeklinać w myślach swoją pamięć. - Znałeś go? - w tym momencie zorientował się, że gdzieś słyszał już to imię.
 -Zaczekaj chwilę... Ochigo, tak?
 -Tak.
 -Wszystko jasne! Słyszałem o nim, ale nie miałem okazji go poznać. Był on pierwszym liderem Orhiclanu, założycielem.
 -Jak to; pierwszym?
 -Później to stanowisko objęła Snowflake, a ja byłem zastępcą. - tym razem to ona zamarła. Zastanawiała się zapewne jak to możliwe, że w międzyczasie ktoś inny zajął miejsce jej dziadka.
 -Jestem Rohgir. - kot podszedł powoli do skały.
 -Rose... W zasadzie to Black Rose. - kotka zeskoczyła na trawę. On natomiast uśmiechnął się jak to miał w zwyczaju. Znów wspomnienia zaczęły przemykać przez jego myśli.
 -Niesamowite... spotykam wnuczkę samego Ochigo. Planujesz odnowić Orhiclan?
 -Cóż... spodziewałam się że znajdę tu jakieś resztki klanu ale nie spotkałam nikogo...
 -Nie dziwi mnie to. Od upadku ostatniej generacji Orhiclanu minął rok, więc pewnie Ochigo skończył swoje panowanie ze trzy lata temu... Ale nic nie stoi na przeszkodzie żeby przywrócić świetność tego klanu. Długo tu jesteś?
 -W zasadzie dotarłam tu dopiero dzisiaj.
 -No proszę, dokładnie tak jak ja.
 Koty zamarły na chwilę. Oboje odwrócili się w stronę zachodzącego słońca.
 -A więc nowa era Orhiclanu zaczyna się od zachodu? Huh.


wtorek, 4 października 2016

Here comes Rohgir

Imię: Rohgir
Wiek: 5 lat
Płeć: Kocur
Rasa: Orientalny Krótkowłosy
Rodzina: Urodził się w hodowli dawno temu i nie pamięta imion. Ma czasem coś w rodzaju prześwitów z dzieciństwa i przypomina mu się, że najczęściej przebywał z matką,dwoma siostrami. Zdarza się też, że przemyka mu przez pamięć brat, ale prawdopodobnie był za słaby i zmarł.
Partner: Nie ma
Opis: Ma on dość nietypowy wygląd - uszy bardzo często kojarzą się z uszami gremlina. Ma czarne, króciutkie i stosunkowo szorstkie futro. Jak na kota, jednak jak przystało na swoją rasę, ma długi pysk. Jest na prawdę duży.
Charakter: Jest to dość "flegmatyczny" kot. Najchętniej wylegiwał by się całymi dniami, jednak tak na prawdę wgłębi jego umysłu dzieje się mnóstwo rzeczy. Bardzo lubi planować, rozmyślać, być gotowy na każdą sytuację. Jest to dość powolny i ociężały kot, co również widać w walce. Ma za to bardzo silne łapy. Najczęściej zamiast gryźć uderza po prostu łapą. Oczywiście nigdy się do tego szczególnie nie przykłada, jednak daje to zaskakująco dobre efekty. Nie przepada za krzywdzeniem, pewnie głównie ze względu na lenistwo. Wyjątkiem jak zawsze jest ktoś, kto zniszczył coś dla niego ważnego, jednak i wtedy nie jest szczególnie brutalny - robi to jak najszybciej. Sprawia wrażenie wielkiego ociężałego dryblasa, ale tak na prawdę serce ma ogromne jak on sam, tak więc znajdzie się tam miejsce dla naprawdę wielu kotów. Nie potrafi on jednak okazywać tego typu uczuć, więc może wydawać się oschły. Lubi dzieci, jednak nie nadąża za nimi. Ma dość wytrzymałe ciało, dzięki czemu jest w stanie znieść wiele dla tych, którzy zagrzali miejsce w jego ciepłym sercu. Jest to kot zdecydowanie uprzejmy, często się uśmiecha, lubi rozmawiać, a w szczególności słuchać, o czym na pierwszy rzut oka świadczą jego zabawne uszy. Bardzo rzadko jednak to on sam zaczyna rozmowę. Jednym słowem - wielki, leniwy dryblas o wielkim sercu. Nie bardzo zwraca uwagę na zło w jego życiu. Potrafi odwrócić się sam od siebie, żeby ruszyć na odsiecz. Poza tym ma krótką pamięć, co widać przy jego historii. Uwielbia cytaty i bardzo często ich używa.
Historia: Jak czasem zdarza mu się przypomnieć, urodził się w hodowli, ale niewiele pamięta i nie ciągnie go do tego miejsca. Nie ma wyrzutów do swoich rodziców czy opiekunów - po prostu nie wie jak to było być z nimi więc za tym nie tęskni. Nie pamięta nawet jak znalazł się na wolności. Zapewne była to jedna z licznych historyjek o zagubionym kotku w wielkim świecie. Pamięta tylko że długo żył w mieście, ale nie było mu źle. Zapewne dlatego że nie wiedział on o despotyzmie "dowódcy" bandy kotów, do której należał. W jednym można go było jednak chwalić, chociaż większość pewnie powie też że wcale się nie powinno, a nawet powinno karcić. Dbał on bowiem o młode. A czemu karcić? Żeby kiedy będą dorosłe były mu całkowicie i ślepo poddane. To dlatego było im dobrze. Któregoś deszczowego dnia, z niewiadomego powodu po prostu wyskoczył na ulicę, jako czarny kat przynoszący pecha przebiegł ulicę i zniknął w mgle. Wyjadał co znalazł, jadł owoce, uczył się polować. Sam do tej pory nie wie czemu to zrobił, ale niczego nie żałuje.
Stanowisko: Zastępca przywódców.
Zauroczenie: Na razie brak - czas pokarze, jednak nie jest on kochliwy. Szanuje wszystkich i na swój sposób kocha wszystkich, więc ciężko wędzie mu wyodrębnić tą jedyną.
Właściciel: howrse: horse1029384756 | doggi: sans | email: the_wolf.pl@onet.pl | deviantart: iceheishiou.deviantart.com | GG: 38771703

poniedziałek, 3 października 2016

Przynoszę szczęście


Imię: Black Rose, można na nią mówić w skrócie -  Black lub Rose.
Wiek: Dwa lata.
Płeć: Kotka.
Rasa: Mieszaniec.
Rodzina: Dziadek Ochigo (nie żyje), babcia Reckless (nie żyje), matka Star i ojciec Wolf. Miała również dwie siostry i brata, lecz nie wiadomo, co się z nimi dzieje.
Partner: Szuka?
Opis: Ładna, smukła i dosyć chuda kotka. Ma długi ogon. Jej futro jest krótkie i gładkie, ma czarny kolor, stąd jej imię. Rose ma bladozielone oczy. Spód jej długich łap jest czarny, tak samo jak nos. Futro zwykle jest czyste i zadbane.
Charakter: Odważna, uważa, że jest niezwykła, wyjątkowa, więc poradzi sobie z każdym problemem. Jest agresywna w stosunku do ludzi i niektórych nieznajomych, lecz przyjaciół i tych, których zna już trochę czasu, traktuje dobrze i jest w stosunku do nich miła. Łatwo ją zdenerwować i trudno rozśmieszyć, lecz są dni, kiedy bawi ją prawie wszystko. Chciałby, żeby wszyscy ją słuchali. Szanuje starszych, choć i tak oczekuje, by uważali ją za ważniejszą.
Historia: Urodziła się w szopie obok domu jakichś ludzi, ponieważ tam żyła jej matka - córka założyciela Orhideiclanu. Dorosła kotka opowiadała kociętom o tym wszystkim, a Black Rose zaciekawiła się najbardziej. Jej rodzeństwo pojechało z ludźmi do nowych domów, ale czarna kotka nigdy nie dała się złapać i zostać zabraną od matki. Dorosła tam, aż w końcu w wieku roku wyruszyła by odnowić Orhideiclan...
Stanowisko: Przywódczyni, tak jak dziadek.
Zauroczenie: Brak.

Reaktywacja!




Cześć,
Z tej strony Sakura no Megami. Przyszłam tu, aby... powspominać stare, dobre czasy. Bardzo chciałabym, żeby Orhideiclan powrócił-był naprawdę wspaniałym blogiem. Świetnie się tu czułam, atmosfera była naprawdę super, ludzie byli sympatyczni. Jestem zdecydowanie za tym, by Orhiclan powrócił.
Sakura no Megami-dumna członkini bloga Orhideiclan



Taką wiadomość otrzymaliśmy od Sakury.
No więc...
Wygląda na to, że wracamy!
Wszystkie posty zostały usunięte, dla porządku, ale KP kotów, które były w Orhiclanie kiedy się rozpadł zostały zapisane.
Podejrzewam że i tak nikt z tego nie skorzysta (poza mną) ale byłoby trochę niefajnie gdybyśmy usunęły KP które było dla kogoś ważne.
Uprzedzam, wszystkie te postacie mają swoich właścicieli do których mają trafić - nie wolno używać nie swoich postaci bez zgody właściciela.
Tutaj są linki do waszych KP.
Zapisałam też parę innych które uznałam za istotne :P


(A ja, Snowflake, stworzę nową postać)
Mam nadzieję, że ludzie będą tu dołączać, a atmosfera będzie tak przyjemna jak była kiedyś.
Wspaniałe, że ten blog powraca i życzę każdemu, kto tu dołączy dobrej zabawy :D
Tak więc...
Zaczynamy od nowa!


Rohgir

Snowflake